poniedziałek, 30 marca 2015

Sny





Wstał nowy dzień. Promienie słońca oświetlały moją twarz. Już zapomniałam, czym było słońce. Było jasne. Tylko tyle można o nim powiedzieć. Bo, po co mówić o czymś ogólnie przyjętym? To jak przekonywać samobójcę, aby nie skakał. Kompletnie bezsensowne. Uchyliłam powieki i spojrzałam na miejsce obok mnie. Wtuliłam się w ciepłe ciało Remusa. On objął mnie ramieniem. Spojrzałam na niego. Wciąż ta sama twarz, tak idealna. Nie był bez skazy, ale czy istniała kiedykolwiek  na tym świecie osoba idealna? Jego blond włosy były w nieładzie a oczy wpatrywały się we mnie z uwielbieniem. I w jednej chwili wszystko się już zmieniło. Poczucie bezpieczeństwa i radość zniknęły a zastąpiły je samotność i strach. Remus zaczął kaszleć krwią, blednąć... Umierał. Wystarczająco dużo razy widziałam umierającego człowieka, by stwierdzić, że właśnie tak jest. -To przez ciebie. To ty mnie zabiłaś. Zawiodłaś mnie. To wszystko przez ciebie.
Jego konająca twarz była wykrzywiona w grymasie wściekłości. Za nim stałam ja sama, wbijająca mu sztylet w plecy.
-Nie!

Wiedziałam, że to kolejny sen, zwykła iluzja, prowokacja, ale bałam się, że kiedyś stanie się
prawdą.

  Otworzyłam oczy. Nadal znajdowałam się w tej samej brudnej jaskini. Leżałam zakrwawiona i wycieńczona na tej samej podłodze. Miałam zdarte gardło, wysuszone na wiór. Nie mówiłam już. Nie krzyczałam. Byłam zbyt zmęczona, a jednak była we mnie wola walki. Chciałam przeżyć. Nikt nie uwierzyłby w winę mojego ojca.. Kto by go podejrzewał o torturowanie własnej córki? Przecież był świetnym politykiem o wysokiej pozycji. Często miałam ochotę po prostu jebnąć mu w ryj.
  Już nie czułam głodu czy spragnienia. Wszystkie moje zmysły były przyćmione. Ostatniego dnia dostałam klątwa o włos minęła moje serce. Byłam już umierająca.
 Pozostało mi tylko błagać niemo o wybaczenie tych, którzy i tak nie usłyszą...
  Ale.. Jak to psycholog? Nie potrzebowałam psychologa. Byłam normalna.. Tylko miałam skłonności samobójcze. To nie była moja wina, że dorastałam w patologii. Nie życzyłam sobie tego. Nie miałam pojęcia czyj to był pomysł. To nie miało znaczenia, gdy siedziałam naprzeciwko kobiety z długopisem. Nie powiedziała nawet jak ma na imię. Tylko usiadła i obserwowała moje zachowanie. Miałam ochotę jej przywalić, ale się powstrzymałam. Zadała kilka pytań, na które odpowiedziałam zdawkowo. Nie chcieli mnie wypisać na żądanie, bo byłam niepełnoletnia i niepełnosprawna umysłowo. Mój umysł zalewało słowo morfina. Znowu wszystko mnie bolało a ja potrzebowałam jej, żeby uśmierzyć ten ból. Tylko trochę, jeden zastrzyk.. Co może mi zrobić? Przecież nie ginie się od jednej, małej dawki. Mój organizm domagał się narkotyku, mój umysł go potrzebował. A ja sama...nie wiedziałam. Chciałam morfiny, bo wierzyłam, że dzięki niej po raz kolejny przestanę czuć.
  Odwiedzało mnie kilka osób, niezmiennie. Regulus, który przychodził zaraz po lekcjach i wywalałam go dopiero przed ciszą nocną oraz Syriusz, który także przychodził, co dzień, jednak na krócej. Lily była około trzech, czterech razy przynieść mi notatki. Bała się mnie, albo o mnie. Widziałam to w jej oczach, nie umiała ze mną rozmawiać. James zachowywał się podobnie. Często sprawiał wrażenie jakby chciał coś powiedzieć, ale powstrzymywał się w ostatniej chwili. Remus zawsze był nieobecny, coś go nurtowało a ja nie miałam pojęcia, co to może być. Peter mniej jadł, schudł. Wszyscy byli posępni i co trochę pytali jak się czuję. Tylko z Regulusem mogłam w miarę normalnie pogadać. Nie obchodził się ze mną jak z jajkiem. To było pocieszające.
  Psycholog zebrała swoje rzeczy i poszła. Chyba stwierdziła, że bez sensu jest patrzeć na kogoś, kto nic nie robi, tylko gapi się w ścianę. Tylko, że ja miałam o wiele ciekawsze zajęcie. Myślałam. Nie wiedziałam, czy ona wie, co to myślenie, zatapianie się w świecie fantazji. Czekałam na Regulusa jak co dzień. Miał przyjść. To był nasz rytuał. W sumie miło było z nim pogadać. Było inaczej, to fakt, ale nie zmieniło się na gorsze. Chyba lepiej mnie rozumiał.
  Zaczęły mnie nawiedzać dziwne sny. Śniłem o przeszłości, o moim domu rodzinnym, o tym, od czego się odciąłem na dobre. Przynajmniej myślałem, że się odciąłem. Pamiętałem każdy ból, wszystkie nienawistne słowa skierowane do mnie. Nie mogłem nic poradzić na to, co czułem. Byłem bezsilny wobec mojej podświadomości. Zastanawiałem się gdzie podział się Łapa, wiecznie wesoły Huncwot, który zawsze wszystkich rozbawiał. Zauważyłem, że zmieniłem się ostatnimi czasy. Wydoroślałem. Nie wiedziałem czy to dobrze czy źle.
  Próba samobójcza Dorcas naprawdę otworzyła mi oczy na wiele spraw. Wiedziałem już, że przyjaciele są dla mnie najważniejsi. Tylko to wspomnienie nie dawało mi spokoju. Jedno cholerne wspomnienie. To ono wyryło mi się najgłębiej w pamięci. Nienawidziłem matki, to prawda, ale żadne dziecko nie chce usłyszeć, że się go nienawidzi. Wszyscy mimo wszystko pragniemy bliskości rodziców, a jeśli jej nie ma staramy się zwrócić na siebie ich uwagę. Mi się nie udało. Nigdy. Dlatego już jako jedenastolatek zacząłem ich nienawidzić.
Przed oczami po raz kolejny stanął mi tamten dzień.
  Matka miała ciemne włosy upięte w kok. Była ubrana jedną ze swoich sukni dziennych, przesadzoną, drogą i w kolorze szafiru. Walpurgia Black była niewątpliwie piękną kobietą. Piękną, ale także wyjątkowo okrutną. Przyszła do mojego pokoju późnym popołudniem. Zazwyczaj nie zawracała sobie mną głowy o tak dziwnej porze. Najpierw dała mi w twarz. Tak po prostu, jednak uderzenie było na tyle mocne, że głowa odskoczyła mi w bok. Potem było Crucio
.-Nie jesteś już moim synem! Wiem o wszystkim. Nie masz prawa nazywać się Black, do cholery. Wyjdź z mojego domu. Wypierdalaj stad, słyszysz? Nie jesteś już moim synem! CRUCIO!
Zacząłem wyć z bólu. To było najmocniejsze Crucio w jej karierze. Nie przestawała. Tak bardzo chciałem rodziny, prawdziwej rodziny. Bez tych tortur, etykiety. Chciałem mieć ludzi, którzy będą ze mną związani. Miałem tylko piętnaście lat. Powstrzymałem łzy. Nie mogłem sobie pozwolić na słabość w jej obecności.
Wyjęła bicz. Mogłem tylko klęczeć i przyjmować kolejne ciosy. Nie miałem siły, bałem się. Byłem tylko wystraszonym dzieckiem. Miałem ludzką twarz. Jeszcze wtedy.
Nie mogłem wytrzymać. Wyrwałem jej bicz. Skierowałem go w jej stronę i uderzyłem w twarz. Pociekła krew. Matka była wściekła. Zrobiłem to pod wpływem emocji, nie panowałem nad sobą. Następne było uderzenie o ziemie. Wypchnęła mnie przez okno. Spadłem w krzaki. Gdyby nie rosły koło domu już bym nie żył.
Nie miałem rodziny. Nie miałem nazwiska. Byłem nikim. Nie miałem nic. Własna rodzina mnie nienawidziła. Nienawidziłem się. Nienawidziłem ludzi.
Nie miałem gdzie iść. Uciekłem do Rogacza. Byłem w podobnym stanie, co Dorcas, gdy uciekła. Nie zabiłem nikogo, to fakt. Uderzyłem własną matkę. Nienawidziłem jej, ale nigdy wcześniej nie podniosłem ręki na kobietę. Czułem się jak śmieć.
Powiedziała, że nie jestem już jej synem.

Widziałam światło. Słyszałam krzyki. Jakieś odgłosy walki. Wycie. Ból. Rozpacz. Nie wiedziałam, co dzieje się wokół mnie. Walka. Przemoc. Emocje.
Od dziecka je ukrywałam. Wstydziłam się. I co mi z tego przyszło? Nic. Tylko cierpienie. Strach.
Wszystko mnie przytłaczało. Słyszałam jakiś głos. Z rany sączyła się krew.
Chłodny oddech ponurego kosiarza na karku. Nie było już bólu, nie było nic. Nie ruszałam się. Nie mogłam oddychać.
Głosy się przybliżały. Zastanawiałam się czy to oddział Samaela przyszedł po mnie. Zamykałam oczy. Ostatni widok to tylko mrok. Ostatnie tchnienie. Zapach krwi. I myśl, jego twarz.
Krzyk, ktoś chyba mnie wołał. Nie miałam siły odpowiedzieć.
Potem głośny huk. Chyba jakaś eksplozja. Oślepiło mnie światło. Pierwszą myślą było to, że naprawdę umarłam. Nie mogłam otworzyć oczu, było zbyt jasno.
Ktoś wypowiedział moje imię łamiącym się głosem. On. Jego głos poznałabym wszędzie.
Podszedł do mnie. Czułam ciepło jego ciała. Dopiero wtedy zrozumiałam, jak zimno było w pomieszczeniu. Pochylił się nade mną a w jego oczach błyszczały łzy. On nigdy nie płakał. 
Krzyknął coś w kierunku innych ludzi. Wspomniał o noszach. Łzy płynęły mu po policzkach, głos się łamał. Chciałam go przytulić. Powiedzieć, że nie umrę, nie odejdę, nie opuszczę go. Tylko nie miałam siły. Powoli odpływałam. Zamykałam oczy.
Nie czułam bólu. Nie było już nic.
Ostatnie co pamiętam to jego krzyk.
Cierpiał a ja nie mogłam nic zrobić, żeby uśmierzyć jego ból. 

Obudziłam się w białym łóżku, wśród białych ścian. Byłam słaba, nie mogłam wstać.
Nie czułam już tak wielkiego bólu. Nie miałam siły na myślenie.
Uchyliłam powieki. Remus siedział koło mojego łóżka. Normalnie uśmiechnęłabym się na jego widok. Wtedy nie miałam siły. Gardło nadal było zdarte, nie mogłam mówić. A może po prostu nie miałam siły na słowa?
-Kath.. –wyszeptał
Nie lubił zbędnych słów, zresztą tak jak ja.
Włosy miał przydługie, opadały mu na twarz. Policzki mu się zapadły i był przygarbiony. Martwił się o mnie. Nie chciałam, żeby się martwił. Nie lubiłam tego uczucia. Kiedy komuś było przykro z powodu mojej krzywdy.
To było.. dziwne.
Mój Remus.. tak samo troskliwy i cudowny jak zawsze. Może to dziwne, ale ja naprawdę go kochałam. Kathrine Meadowes, bezuczuciowa suka, pokochała. 
Tatuś nie był zachwycony.
Miałam ochotę zaśmiać się ironicznie, ale Remi naprawdę się martwił.
Zastanawiałam się co się działo z Dorcas. W końcu powinna poczuć moc piętna, kiedy wołałam o pomoc.. Czy była aż tak wytrzymała na ból?
Przyszedł medyk z jakimiś eliksirami. Wzięłam wszystkie. Obrzydliwe, ale piłam gorsze rzeczy.
Gardło powoli wracało do normy. Godzinę później mogłam już mówić, chociaż mój głos był dziwnie ochrypły.
Remus cały czas siedział przy mnie.
-Co z Dorcas? –ten głos nie był mój, to było jakby mówiła obca mi osoba
Zesztywniał na moment i chociaż szybko się opamiętał wiedziałam, że cos się stało.
-Dorcas.. chciała popełnić samobójstwo..
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Jak..? Miała nic nie czuć, miała być idealnym dzieckiem.. Mówili o niej, jakby była ze stali..
Coś się zepsuło.. nie wyszło..
Tylko co?
Wtedy jeszcze nie znałam wszystkich szczegółów. Z czasem gdy je poznawałam było gorzej..

Znowu się otworzyło..  Bolało..
Krew lała się strumieniami..
To uczucie.. jakbym miała zaraz umrzeć..
Paliło..
Krzyczałam.
Nikt nie usłyszał.
Nikt nie przyszedł.
I po raz kolejny byłam sama..

________________________________________
I jest wreszcie nowa notka. Byłaby wcześniej, ale:
-Laptop się zepsuł i mam dostęp, do czegoś, na czym mogę pisać w sumie tylko w weekendy
-Wena się zbuntowała i miałam zastój jeśli chodzi o wszelaką twórczość.
-Miałam sporo problemów w moim i tak porytym życiu
-Musiałam się uczyć.
Następny nie mam pojęcia kiedy. Mam nadzieję, że mimo tej przerwy ktoś jeszcze tu zagląda i skomentuje moje wypociny.
~Vichi


17 komentarzy:

  1. Di immortales!!! Jak ty to robisz że tak genialnie piszesz?! Bardzo mi się podoba sposób w jaki opisujesz ich uczucia. Zaciekawił mnie wątek Remusa i Kathrine. Nie spodziewałam się takiego połączenia ale spodobało mi się. ;) mam nadzieję że następny rozdział będzie trochę szybciej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że do genialnie jeszcze sporo mi brakuje.
      Uwielbiam opisywać uczucia. Może to dlatego, że sama zazwyczaj je w sobie kumuluję.
      Ja też mam nadzieję, że następny będzie szybciej, ale to zależy od mojej weny.

      Usuń
  2. Notka super. ^^
    W końcu dodałaś. I tak czekam na następną :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwaga, znalazłam w sobie to coś, żeby napisać w końcu komentarz.
    Jest supi, chociaż się pogubiłam troszeczkę przy wątku Kath/Remus.
    Uwielbiam czytać jak opisujesz uczucia, ale ta Dorcas z tymi ciągle samobójczymi myślami i w ogóle trochę już przytłacza i jak zawsze była super, teraz mam wielką ochotę walnąć ją.

    Pozdrawiam i życzę weny,
    Ad, córka pewnego zjeba z lirą... (tak klasyczne zakończenie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorcas ma zjechaną psychikę. Co poradzić?
      Remus i Kath- tak, to trochę pogmatwane. W następnym rozdziale prawdopodobnie sporo się wyjaśni.
      Czyżby córka Apolla? Demigodsy wszędzie..
      ~Vichi

      Usuń
  4. Niesamowicie opisujesz uczucia bohaterów, sprawiasz, że bardzo się wczuwam w ich sytuację. Podoba mi się wątek, w którym opisujesz relację Kathrine i Remusa. Trochę to zagmatwane, ale i tak bardzo mnie zaciekawiło.
    http://nocturne.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Jeśli chodzi o opisy uczuć to chyba są takie dlatego, że ja też się w nie wczuwam.

      Usuń
  5. Jest! Tak! W końcu! Nie mogłam się doczekać, kiedy będzie nowa notka i jest! Wybacz, że tak późno komentuję, ale dopiero teraz weszłam na Twojego bloga. Byłam tu codziennie, aż pewnego razu zapomniałam :(
    Wracając do rozdziału... Kath i Remus?! Nawet mi się podoba :) Emocje, które opisałaś w tym rozdziale były niezwykle autentyczne. Tak jak zawsze. Czy mi się zdaję czy starsza Meadowes zaczyna uwalniać swoje uczucia? Miłość w stosunku do Lupina, strach i troska o młodszą siostrę (jeśli mogę to tak nazwać). Nie wiem czemu, ale Kathrine przypomina mi Katherine Pierce z Pamiętników Wampirów... Mam nadzieję, że Dorcas uda się pokonać jej uzależnienie od morfiny. Ona musi żyć! (Jestem miłośniczką Happy end'ów, więc wiesz...) Ta notka bardzo mnie zaintrygowała, pokazałaś ją w większości z perspektywy Kath i dzięki temu czytelnik może w pewnym sensie ją zrozumieć. Dlaczego była jaka była. Po prostu cudownie! Życzę weny (i żeby laptop Ci się więcej nie psuł). Oraz czekam z niecierpliwością na nn!
    Sonrisa
    PS: Jest kilka nowych notek i miniaturka ;) Wpadniesz? ;)
    http://lily-evans-co-by-bylo-gdyby.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS2: Nominowałam cię do LBA (znowu). Więcej szczegółów na moim blogu ;)
      Sonrisa

      Usuń
    2. Happy End..
      Nie wiem czy się nie zawiedziesz. Nie lubię ich xd
      Ja tam od początku lubiłam Kath mimo, że zrobiłam z niej sukę.
      Kolejne LBA? Teraz trzeba czas znaleźć na to..
      Twojego bloga nadrobię jak będą egzaminy gimnazjalne. Pewnie wtedy znajdę wreszcie trochę czasu.
      ~Vichi

      Usuń
    3. Twoje rozdziały nigdy mnie nie zawodzą, nawet jeśli nie będzie w nich happy end'u ;)
      Sonrisa

      Usuń
  6. https://www.facebook.com/groups/1651946218370650/

    Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  7. O bogowie! Dlaczego to musi być tak dobrze napisane!? Dlaczego się pytam!? Nie przepadałam z Kath ale mnie przekonałaś. Czekam tylko na wątek Dorcas/Kath. Oby się wreszcie pogodziły i razem przeciwstawiły ojcu 😃 Dorcas ma zje***ą psychike, nie dziwie sie po tym ile przeszla ta bohaterka na tym blogu. Ale mimo to życze ci weny i niech ten debil z lirą ci ją podaruje 😁
    ~∆Daughter of Ζεύς

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Debil z lirą mnie nie lubi .-.
      Wenę zabrał. I przy czasie chyba majstrował.
      Zjednoczenie Kath i Dorcas? Zobaczymy..
      Jej psychika jest mniej zryta od mojej tak szczerze.
      Dobrze napisane? Mogłoby być lepiej moim zdaniem.
      ~Vichi

      Usuń