Patrzyłem jak śpi. Piękna. Nieskalana. Moja.
Nie mogłem sobie wybaczyć, że wcześniej jej nie znaleźliśmy. Może byłaby w lepszym stanie. Przez kilka tygodni nie dawała znaku życia. Bałem się, że odeszła. Mówiła, że jeśli kiedyś będzie miała odejść nie powie mi.. Po prostu zniknie. Twierdziła, że nawet się nie dowiem. Wmawiała mi, że nie będę cierpiał. Było za późno. Już wtedy ją kochałem.
Nie wierzyła mi. Mówiła, że to przyjaźń, bliskość. Jak w rodzinie. Nie było tak.
Potem też to poczuła, albo przyznała się, że to czuje. Nie zasługiwałem na nią.
Była zniszczona. Przez ojca, wspomnienia, świat i rodzinę. Bała się ludzi. Ja przełamałem barierę. Cieszyło mnie jej zaufanie do mnie.
Lekko oddychała przez sen a ja cieszyłem się, że mam kogoś takiego jak ona przy sobie. Przywróciła mi wiarę. Twierdziłem, że nie zasługuję na miłość. Ona uświadomiła mi, że nawet największy potwór na nią zasługuje.
Był moim
przyjacielem. Tylko przyjacielem. Nie mogłam nic do niego czuć. Dlaczego więc
mój umysł podsuwał mi jednoznaczne obrazy? Czemu mimo wszystko o nim marzyłam?
Uczucia były złe. Komplikowały wszystko, co do tamtej pory zdawało mi się
jasne. Nadal nie wierzyłam w miłość. Nadal twierdziłam, że nie byłabym w stanie
nic do nikogo poczuć..
A jednak..
On był inny. Zależało mu na mnie jako na człowieku. Nie potępiał mnie.
Nie kochałam. Tylko czułam coś, czego nie powinnam była czuć.
Mieli mnie wypuścić za kilka dni. Nie chciałam wracać do życia. Zdawało mi się zbyt odległe, jakbym nie była w stanie z powrotem robić tego, co wcześniej.
Bliskość śmierci zmienia ludzi. Czasem na lepsze, innym razem na gorsze.
-Dowiedziałam się, że szukali ojca. Nie miałam pojęcia za co. W każdym razie dopóki go nie zamknęli nie byłam bezpieczna. Regulus mnie pocieszał. Mówił, że będzie dobrze. Rozmawiałam z nim o śmierci.
Właściwie rozmawiałam z nim o wszystkim. Czułam, że było jak wcześniej..
Tyle, że to, co czułam zmieniło się. Bardziej za nim tęskniłam, mocniej odczuwałam jego obecność.
Przyszedł i nie miałam pojęcia jak mam z nim rozmawiać. Znowu miałam okazję na spierdolenie wszystkiego. Nie chciałam mu mówić. Pragnęłam być dla niego tylko przyjaciółką. Moje jebane serce jak zwykle chciało wszystko spierdolić.
A jednak..
On był inny. Zależało mu na mnie jako na człowieku. Nie potępiał mnie.
Nie kochałam. Tylko czułam coś, czego nie powinnam była czuć.
Mieli mnie wypuścić za kilka dni. Nie chciałam wracać do życia. Zdawało mi się zbyt odległe, jakbym nie była w stanie z powrotem robić tego, co wcześniej.
Bliskość śmierci zmienia ludzi. Czasem na lepsze, innym razem na gorsze.
-Dowiedziałam się, że szukali ojca. Nie miałam pojęcia za co. W każdym razie dopóki go nie zamknęli nie byłam bezpieczna. Regulus mnie pocieszał. Mówił, że będzie dobrze. Rozmawiałam z nim o śmierci.
Właściwie rozmawiałam z nim o wszystkim. Czułam, że było jak wcześniej..
Tyle, że to, co czułam zmieniło się. Bardziej za nim tęskniłam, mocniej odczuwałam jego obecność.
Przyszedł i nie miałam pojęcia jak mam z nim rozmawiać. Znowu miałam okazję na spierdolenie wszystkiego. Nie chciałam mu mówić. Pragnęłam być dla niego tylko przyjaciółką. Moje jebane serce jak zwykle chciało wszystko spierdolić.
Bałam się cierpienia..
Bałam się swoich reakcji. A przede wszystkim bałam się sama siebie. Miałam przetrwać, byłam silna. Czułam, że będzie dobrze, że się ułoży.
Poza tym.. byłam Meadowes. A Meadowesowie zawsze dawali radę.
-Dorcas, co się stało? –zapytał patrząc na mnie z troską
Wyglądał już lepiej. Nadal mało sypiał, ale był żywszy, jakby mocniejszy. W jego oczach była siła i zdecydowanie, którego nie było mi dane widzieć nigdy wcześniej.
-Nic.. Po prostu staram się nie myśleć. To za dużo, Reg.. Nie mam do tego siły..
-Masz siłę, Dorcas. Zawsze miałaś. Kto zawsze mnie pilnował? Kto dawał siłę mnie? To dzięki tobie przetrwałem i chcę teraz, żebyś to ty dała pomóc sobie. Co się stało?
Czemu on zawsze był tak przerażająco szczery? Czy tylko ja tak dużo łgałam? Nie wiem czemu, ale postanowiłam powiedzieć mu prawdę. Zwyczajną, najprostszą prawdę. Wcześniej do mnie nie docierała. Nie aż w tak silnym stopniu.
-Zaczęłam coś czuć.. Coś, czego nie powinnam czuć. Nigdy.
Bałam się swoich reakcji. A przede wszystkim bałam się sama siebie. Miałam przetrwać, byłam silna. Czułam, że będzie dobrze, że się ułoży.
Poza tym.. byłam Meadowes. A Meadowesowie zawsze dawali radę.
-Dorcas, co się stało? –zapytał patrząc na mnie z troską
Wyglądał już lepiej. Nadal mało sypiał, ale był żywszy, jakby mocniejszy. W jego oczach była siła i zdecydowanie, którego nie było mi dane widzieć nigdy wcześniej.
-Nic.. Po prostu staram się nie myśleć. To za dużo, Reg.. Nie mam do tego siły..
-Masz siłę, Dorcas. Zawsze miałaś. Kto zawsze mnie pilnował? Kto dawał siłę mnie? To dzięki tobie przetrwałem i chcę teraz, żebyś to ty dała pomóc sobie. Co się stało?
Czemu on zawsze był tak przerażająco szczery? Czy tylko ja tak dużo łgałam? Nie wiem czemu, ale postanowiłam powiedzieć mu prawdę. Zwyczajną, najprostszą prawdę. Wcześniej do mnie nie docierała. Nie aż w tak silnym stopniu.
-Zaczęłam coś czuć.. Coś, czego nie powinnam czuć. Nigdy.
-Co? Do kogo?
-Zaczyna mi na tobie zależeć, Reg.. I to w ten sposób, który wszystko spierdoli..
Przez chwilę patrzył na mnie oniemiały. Oczy mu błyszczały. Widziałam człowieka radosnego. Miał być dla mnie przecież tylko przyjacielem, prawie bratem.. nie kimś więcej..
-Zapomnij.. Udawajmy, że tego nie powiedziałam, dobrze?-Zaczyna mi na tobie zależeć, Reg.. I to w ten sposób, który wszystko spierdoli..
Przez chwilę patrzył na mnie oniemiały. Oczy mu błyszczały. Widziałam człowieka radosnego. Miał być dla mnie przecież tylko przyjacielem, prawie bratem.. nie kimś więcej..
Nie mogło być jak wtedy. Nie chciałam, żeby znowu cierpiał z mojego powodu. Wtedy byliśmy za młodzi.. zbyt głupi..
Jednak nie chciałam znowu narażać naszej przyjaźni. Nie mogłam go stracić. Za wszelką cenę musiałam go mieć przy sobie. Nawet gdybym miała stać i patrzeć jak jest z kimś, zakłada rodzinę.. Byłby szczęśliwy. Ja usunęłabym się w cień.
Skąd miałam wiedzieć, że on wybrał już dawno? Gdybym wtedy przewidziała jak to się skończy..
-Dorcas.. może po prostu daj mi szansę.. Czujesz coś do mnie. Przez cały ten czas czułaś. A ja czuję to samo.. Nie mam pojęcia co to. Może się uda? Nie możesz mieć pewności. Daj nam te jedną, jebaną szansę. Możemy cierpieć oddzielnie. Albo spróbować być szczęśliwi razem.- patrzył na mnie z błyskiem w oku
Jego oczy były cudowne. Uwielbiałam jego spojrzenie. Głos. Zawsze wiedziałam, że był inny, wyjątkowy. Nie chciałam niczego więcej od Syriusza czy od Toma, nie byłam na dłużej z nikim innym. Regulus był częścią mnie. Mogło nam się udać, bo czułam coś.. Radość, szczęście a także żal. Wiedziałam, że nawet jeśli się nie uda zostanie ze mną. Będzie moim przyjacielem zawsze. Obiecał mi. Ja obiecałam jemu. Zawsze dotrzymywałam słowa.
Nie powiedziałam nic, nie byłam w stanie, przytłoczyły mnie emocje. Nieznane, całkowicie mnie obce, jednak.. dobre.
Objęłam go za szyję i przyciągnęłam do siebie. To nie był jeden z tych pocałunków, których zazwyczaj doświadczałam. Nie był tak nieokiełznany, dziki. Czułam żar, jakiego nie doświadczyłam nigdy wcześniej,. Myślałam kiedyś, że dużo przeżyłam, lecz naprawdę dopiero tamtego dnia moje życie się zaczęło.
Ból.. Znowu ten piekielny ból.
Paliło…
Płuca wrzały.. Chciałam umrzeć..
Nie mogłam krzyczeć. Znowu tam leżałam. Po raz kolejny nikt nie słyszał mojego zawodzenia.
Organizm rozpaczliwie potrzebował morfiny.. Nie mogłam umierać. Nie tamtego dnia.
Właściwie już pogodziłam się ze śmiercią. Przeprosiłam. Listownie, ale zawsze jakoś. W pewnym sensie pożegnałam się z Remusem. Nikogo innego nie miałam. Tym razem już wiedziałam, że to koniec.
Chciałam śmierci, ale nie tamtego dnia. Nie w momencie, kiedy wszystko zaczęło się układać. Regulus.. Syriusz.. Moja rodzina.. Babcia.. Lily.. Nie chciałam zostawiać życia.. Pragnęłam o nie walczyć. Tak bardzo pragnęłam..
Ból mnie osłabiał.. coraz bardziej. Gasłam. Odchodziłam. Zasypiałam. Było gorąco.. Miałam tylko nadzieję przestać cierpieć.
Suchość w gardle.. Przeraźliwa.. Potrzebowałam czegoś na ból.. Kilka godzin wcześniej wzięłam morfinę.. nie wyrabiałam. Bolało.. Wyrywałam się ku życiu nie wiedząc, że przez to gaśnie ono szybciej.
Leżałam już spokojnie.. Powoli odpływałam w kierunku światła. Widziałam małą Dorcas biegnącą ku mnie radośnie. To była ta siostra, którą kiedykolwiek byłam w stanie kochać. Jeszcze niezniszczona przez świat. Blondwłosa dziewczynka grała z nią wcześniej w berka. Podbiegły do mnie. Odciągnęły mnie na łąkę. Pobiegłam z nimi. Już byłam spokojna. Odchodziłam na wieczność. To chyba była spokojna śmierć. Takiej chciałam. Spokój, woń kwiatów.. Zdecydowanie odpłynęłam.
Nadal jeszcze się wyrywałam śmierci. Walczyłam z nią uporczywie. Nie mogłam przecież odejść. Łzy leciały mi z oczu. Reg je otarł. Nie niepokoiło mnie to, że ma czarne skrzydła. Byłam spokojna, bo on szedł ze mną. Zabrał mnie na plaże. Fale uderzały o brzeg. Chciał mnie zabrać ze sobą na drugą stronę. Ciągle z płaczem mu się wyrywałam. Odpuściłam dopiero kiedy ból nie dał się już wytrzymać. Wtedy z nim odeszłam. I mimo, że było mi żal wszystkiego, co zostawiam już na zawsze.. Wiedziałam, że to jedyne dobre wyjście.
Siedziałem koło brata. Oboje wpatrywaliśmy się w drzwi pokoju lekarskiego. Lekarz, który zza nich wyszedł nie okazywał praktycznie żadnych uczuć. Był spokojny. Jak na mój gust zbyt spokojny.
-Panna Meadowes nie żyje. Jej organizm nie wytrzymał kolejnej dawki morfiny, którą wstrzyknęła sobie prawdopodobnie około południa. Jej siostra umarła kilka sekund wcześniej na skutek obrażeń odniesionych w niewoli. Przykro mi. – jego ton był pusty, wyćwiczony
Trochę dalej Remus ukrywał twarz w dłoniach. W tamtym momencie nikt nie wstydził się swoich uczuć. Nie mogłem uwierzyć, że odeszła.. Moja Dorcas. Moja i tylko moja.
-KURWA!
Uderzyłem pięścią w ścianę, co skończyło się rozwaleniem ręki. Wybiegłem ze szpitala. Musiałem się przewietrzyć. Obudzić. Przecież to był sen, prawda? Ona nie mogła umrzeć. To musiał być tylko głupi sen. Koszmar, kolejny koszmar. Zawsze myślałem, że to ona będzie widzieć moją śmierć, że to ona będzie składać kwiaty na moim grobie. W żadnym wypadku odwrotnie. Dlaczego odeszła akurat tego dnia? Kiedy dała mi szansę.. Widziałem każdy jej dotyk, każdy słodki pocałunek, uśmiech, który był przeznaczony tylko dla mnie. Świadomość, że więcej tego nie zobaczę była paląca. Jak bardzo Meadowes zmieniła moje życie? Była dla mnie jak tlen.. Bez niej nie mogłem istnieć.
Kathrine.. Moja słodka Kathrine.. Kiedy się żegnała naprawdę myślałem, że to tylko na wszelki wypadek. Nie myślałem, że umrze. Byłem pewny, że wszystko już będzie dobrze. Chciałem być z nią. Siedziałem otępiały. Nie byłem w stanie wydusić z siebie słowa. Nie mogłem się ruszyć. Bezsilność i pustka rozdzierały mi serce na drobne kawałki. Kath wyjaśniła mi fenomen ich życia. Ojciec Lucjusza Malofya magicznie je powiązał, aby Dorcas mogła żyć. Zabrało jej to jednak zdolność normalnego odczuwania a Kathrine połowę życia. Rodzice zgodzili się poświęcić ją dla siostry, którą znienawidziła. Ich śmierci były powiązane. Śmierć Kath miała pociągnąć za sobą Dorcas i na odwrót. Wiedziałem.. I nie powiedziałem nic, żeby je ocalić.
Moja siostrzyczka.. Dorcas.. Nie wierzyłem, że mogła tak po prostu zniknąć. Nie znałem Kathrine zbyt dobrze. Żałowałem jej a przede wszystkim Remusa. Powiedział mi, co go z nią łączy wtedy, w Ekspresie Hogwart. Przytulałem łkającą Lily a i mi samemu z oczu leciały łzy. Wiedziałem, że bez niej to nie będzie to samo. Chciałem ją z powrotem. Moją siostrzyczkę..
Dorcas. Dziewczyna, której zawsze pragnąłem najbardziej. Była dla mnie przyjaciółką, ostoją, właściwie była wszystkim. Wiele się z nią śmiałem. Często mnie denerwowała. Jednakże nigdy nie myślałem, że kiedyś tak po prostu jej braknie. A już na pewno nie przewidziałem jak wielki ból będzie towarzyszyć jej odejściu. Brakowało mi tchu. Nie widziałem świata dookoła. Był jakby rozmazany. Przed oczami miałem każde wspomnienie z nią związane, żałowałem każdej kłótni, wszystkich wyzwisk, straconego czasu, chciałem ją z powrotem, chociaż wiedziałem, że już nie wróci. Zawsze ją doceniałem, była jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Dlaczego jej tego nie powiedziałem? Nigdy nie ująłem tego jak była dla mnie ważna w słowa. Byłem przekonany, że wie. Czy naprawdę wiedziała..?
Jej pogrzeb był piękny. Strasznie smutny. Właściwie nie ma wesołych pogrzebów..
Miała na sobie tę cudowną, czarną suknię. Była piękna, jak zawsze. Tylko nienaturalnie blada. Pamiętam blask w jej oczach. Wtedy go nie było. I wiedziałem, że nigdy więcej go nie zobaczę. Jej siostra także była piękna. Zupełnie inna, chłodniejsza. Nie przypominały siebie. Trudno było uwierzyć, że miały te same geny. W ręce miałem jedną, czarną róże. Może to oklepane, ale Dorcas naprawdę uwielbiała te kwiaty. Podchodząc do trumny czułem jak łzy spływają mi po twarzy. Miałem się z nią pożegnać. Dotknąłem jej chłodnego ciała. Nie była mi dana na długo. Musnąłem jej lodowate wargi i włożyłem w dłonie różę. Już nie hamowałem spływających po twarzy łez.
-Żegnaj, kochana.- wyszeptałem i wróciłem na swoje miejsce
Patrzyłem jak zakopują trumnę i myślałem. Postanowiłem spisać jej historię, nadać jej śmierci znaczenie. Nie miała umierać na darmo.
___________________________________________
Nie planowałam tak tego. Wiem, że mnie zabijecie, ale jeszcze tylko epilog.
Wraz z końcem tej historii rozpocznę nowy rozdział w życiu. Nie ukrywam, że chciałam to wszystko skończyć inaczej.. Lepiej. Nie ma alternatywnego zakończenia. Przykro mi i przepraszam tych, którzy liczyli na więcej. Wypaliłam się jeśli chodzi o ff. Kiedyś nie rozumiałam autorów, którzy kończą coś tak nagle, w najmniej odpowiednim momencie. Teraz chyba wiem, co czują. Nie powiem, że jestem z tego tworu zadowolona. Mógłby być lepszy. Tyle, że nie jest. Może kiedyś będę w stanie go poprawić. Tylko może..
I dziękuję tym, którzy dotarli do tego momentu. Podziękowania i cała reszta pod epilogiem.
~Vichi
Witam!
OdpowiedzUsuńCzy Ty rozumiesz, że jak to czytałam prawie się poryczałam?! Ale nie! Udało mi się powstrzymać! Nie jestem na Ciebie zła, że Dorcas oraz Katherine nie żyją. W zasadzie przygotowałam się w pewnym sensie na coś takiego. Ale te... Czysto krwiste sku*wysy! Powiązali Kath z Dorcas bez zgody tej pierwszej! Nie dali jej wyboru... To okrutne. Obie straciły tak wiele... Straciły miłość, gdy w końcu pokochały. To cios prosto w serce nie tylko dla dziewczyn, lecz i dla Remusa oraz Regulusa.
Jestem niezwykle zasmucona faktem, że już będziesz kończyć tą historię. Będzie mi jej brakowało. Tylko nie usuwaj tego bloga! Chciałabym tu czasem wrócić i przypomnieć sobie Ciebie jako bardzo utalentowaną pisarkę, która odeszła od nas zbyt wcześnie i... Kurde! To brzmi jak jakieś żałosne kondolencje! Aczkolwiek... To już prawie koniec tego bloga, więc kondolencje złożę podczas epilogu.
Nawet nie wiesz jak będę za Tobą tęsknić! No, ale może powrócisz kiedyś do swojej historii o Fremione... Wybacz to po prostu wymysł zdesperowanej czytelniczki Twoich blogów!
Selene Neomajni
PS: Z tej strony Sonrisa tylko korzystam z innego konta, więc jeśli chcesz wpadnij:
http://adrianna-ocalic-istnienia.blogspot.com
Bloga nie zamierzam usuwać. W chwilach największego załamania czytam te wasze komentarze i powiem szczerze, że nieźle podbudowują
UsuńBrzmi to bardziej jakbym umarła czy coś.
Jeśli chodzi o pisanie to teraz też coś tworzę, cały czas coś piszę. Aktualnie na wattpadzie, więcej powiem przy epilogu.
Pewnie kiedyś wrócę, aczkolwiek nie w najbliższym czasie. Teraz zaczynam tak jakby od nowa.
Kontakt ze mną będzie stały, to na pewno.
Kobieto! Dlaczego!? Jak wszystko mogło się rozpocząć od nowa!? Oszalałaś!? Ja się przez ciebie prawie poryczałam a to mi się zdarza BARDZO radzko rozumiesz!? Kath i Dorcas mogły się pogodzić i być szczęśliwe ze swoimi partnerami... ale no cóż. Zawarłaś w tym prawdziwe życie, to co dzieje się naprawdę. Gdy wszystko zaczyna być dobrze nagle się spi****la i wszystko się wali. Nie mogę uwierzyć, że to już koniec Dorcas...jej życia. Mimo to opowiadanie było wspaniałe... można było połączyć się z tym wszystkim, z Dorcas i innymi postaciami emocjonalnie i nie tylko.
OdpowiedzUsuń~wkur....a i zrozpaczona (przez swoje zachowanie i nie tylko) Daughter of Ζεύς
Pięknie piszesz, czegoś takiego jeszcze nie czytałem ;)
OdpowiedzUsuń