wtorek, 28 kwietnia 2015

Upadła

Tak, zła autorka znowu miesiąc nic nie wstawiała. Ups?
Tym razem miniaturka. Nie chciało mi się kończyć rozdziału.
Jest kilka osób, którym chciałabym ją zadedykować:
-Muchumorku- za to, że jesteś i mi wysyłasz to swoje sameniewiemyco
-Amy- za to, że umiesz zawsze mi poprawić humor
-Niko- za to, że uwierzyłam
Pozostaje mi zaprosić do czytania. O komentarze z opinią się nie obrażę.
~Vichi
_______________________________________________


Stałam na wzgórzu. Opierałam się o drzewo. To chyba był dąb.
Nie byłam pewna co do tego. W sumie czy gatunek drzewa jest ważny? Gdzie indziej może tak, ale nie w tej historii..
Wracając do wzgórza..
Opierałam się o dąb. Powstrzymywał mnie on przed padnięciem na kolana.
Z tamtej wysokości widziałam idealnie cały cmentarz..
Cmentarz, na którym on był pochowany.
Prosiłam go. Prawie błagałam tamtego dnia, żeby został..
Nie posłuchał. Nigdy mnie nie słuchał. Był tak uparty..
Patrzyłam na jaśniejące w mroku światła zniczy i płakałam. Padał deszcz, więc wyglądało to jakbym była po prostu mokra od kropel spadających z nieba.
Przestałam wierzyć w miłosierdzie Boga wraz z jego odejściem. Jak mógł być miłosierny skoro zabrał mi jedyną osobę, którą byłam w stanie pokochać?
Dlaczego mi to zrobił? Ukarał mnie.. Za co?
Może i nie byłam wzorem człowieka, ale podobno każdy zasługiwał na szczęście.  
Ja też, prawda?
Kolejny bezsensowny dzień bez niego.
To było chore, gdy czułam się jakby ktoś zabrał mi część mnie samej. Osobę, która wyzwalała we mnie to, co najlepsze.
Przyjaciela, kochanka, lepszą część mnie samej..
Może to oklepane, ale ja naprawdę kochałam.
”Pójdź dalej”- tak mówili mi wszyscy. Tyle, że ja nie chciałam pogodzić się z jego śmiercią. Nie chciałam iść dalej.
Ręce mi się trzęsły, szlochałam. Było zimno. Nie odczuwałam bólu fizycznego.. a może chciałam by zagłuszył ten psychiczny.
Zeszłam w dół cała drżąc.
Nade mną świeciły gwiazdy. Ta jedna, najjaśniejsza..
To był Syriusz..
Mój Syriusz, zawsze w centrum uwagi, inteligentny, najlepszy, błyszczący najbardziej zauważalnie..
Nadal myślałam o gwieździe czy o nim? Sama nie wiedziałam.. Włosy ścięłam zaraz gdy się dowiedziałam. Był to symbol mojej osobistej żałoby. Sama obcinałam każdy kosmyk.
Powróciłam myślami do tamtego dnia.
 
  W pośpiechu zbierał różdżkę i swoją ulubioną, skórzaną kurtkę. Włosy jak zwykle rozwiały. Na ustach brakowało sarkastycznego uśmiechu. Wojna odebrała radość nawet jemu. Były jednak chwile, kiedy o tym zapominaliśmy. Wtedy trwaliśmy po prostu dla siebie. Szczęśliwi, że mamy tą drugą osobę.
-Nie musisz iść. Powiedział, że możesz zrezygnować w każdej chwili. –wyszeptałam mu do ucha wtulając się do niego
-Nie mogę, Dor. Będę walczył. Mówiłem Ci, że będę. Zabiję ich wszystkich. Pomszczę każde życie, które oni skrócili.. Chociażbym miał przy tym zginąć. –mówił twardo
Rozmawialiśmy o tym niezliczenie wiele razy a on cały czas był tego samego zdania. Będzie walczyć.. Mi nie pozwolił. Rozumiałam. Brałam udział w mniej niebezpiecznych akcjach. Nie chciałam, żeby się o mnie martwił.  
-Nic mi nie będzie, Dori. Nie rób takiej miny. No już. Wrócę do Ciebie cały i zdrowy. Obiecuje.
Pocałował mnie jeszcze raz. Ostatni raz. Miałam złe przeczucia..
-Kocham Cię, Syri. Pamiętaj..
-Pamiętam. Nie miej takich czarnych myśli. Nic mi się nie stanie.
Deportował się.
Czekałam przez następne kilka godzin. Włamanie do kwatery Śmierciożerców. Nie miałam pojęcia, dlaczego tak bardzo zależało mu akurat na tej misji. James zrezygnował. On nie był w stanie.
Chodziłam po domu nie mając pojęcia, co ze sobą zrobić. Przestawiałam przedmioty to w jedną, to w drugą stronę. Nie wrócił na noc. Ja nie spałam. Nie byłam w stanie nawet wypić kawy. Bałam się, tak bardzo bałam się, że go stracę..
Około szóstej ktoś zapukał do drzwi. Wzmogło to mój strach. Syriusz nigdy nie pukał. Przez całe swoje życie nigdy nie zapukał do drzwi.
Otworzyłam drzwi. Stał za nimi nie kto inny jak profesor Dumbledore.
I już wtedy wiedziałam. Wiedziałam, że on nie żyje. Uczucie tej przerażającej pustki w sercu.. Strach..

Powróciłam do rzeczywistości. Miałam jeszcze przed oczami obraz jego potarganych włosów i błyszczących oczu. Widziałam jego uśmiech, czułam pocałunki. Tyle, że jego już nie było.
Wojna nam wszystkim odebrała najważniejsze wartości. Jednym godności, innym moralność jeszcze innym radość.. Mi odebrała miłość. Miłość, wiarę i nadzieję na lepszą przyszłość.
Odebrała mi człowieka, który znaczył dla mnie więcej niż cała reszta świata.
Został bohaterem. Tak właśnie chciał umrzeć.
Obiecał, że mnie nie zostawi.
Odszedł.
Złamał obietnicę.
Zabrał moje serce.
A ja nadal czekam aż śmierć zabierze mnie do niego.
Sama nie mam odwagi odejść..
Jeszcze nie dziś.
Ja, Dorcas Meadowes kochałam.
Został mi odebrany największy skarb. Ktoś mówi o sprawiedliwej wojnie?
Nie przeżył jej. Jest największym łgarzem. Obraża dusze ludzi skalane przez nią.
On pewnie też nie ma moralności.
Jak cała reszta tego parszywego świata.

11 komentarzy:

  1. Hej, Muchumorku. ❤
    A więc.. Miniaturka jest naprawdę świetna. Podobało mi się. Jak zawsze genialnie wszystko opisałaś. Uwielbiam jak piszesz.
    Miałam ochotę ryczeć razem z Dorcas albo odejść z Syriuszem.
    Wczułam się.
    Świetna miniaturka.
    Życzę Ci dużo weny i jeszcze raz weny,
    Chmiel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3
      Ja ryczałam pisząc..
      A teraz mogę się jarać komentarzem od Ciebie

      Usuń
  2. Witam!
    W końcu wróciłaś! Już nie mogłam się doczekać! No, ale wracając do tekstu... Mogłam przeczytać do końca, to co na początku napisałaś! Ja tak czytam, czytam i myślałam, że to naprawdę. Jestem już taka smutna, załamana... Lecz wracam na początek dokładniej czytam tekst i stwierdzam, iż jestem idiotką skoro tego wcześniej nie zauważyłam. Byłam w stu procentach pewna, że to rozdział na szczęście tak się nie okazało. To chyba najsmutniejszy post jaki dodałaś w cały istnieniu swojego bloga. Tyle uczuć... Jednocześnie pokazujesz też siłę głównej bohaterki, wobec przewrotnego losu. Mogłabym napisać coś jeszcze, ale bym się powtarzała. Wiedz tylko, że masz niesamowity talent i powinnaś go dalej wykorzystywać. Z niecierpliwością będę oczekiwać następnego posta!
    Sonrisa
    PS: U mnie nowy rozdział ;)
    http://lily-evans-zmieniona-przepowiednia.blogspot.com
    PS2: I adres ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tym blogu jestem cały czas.
      Tyle, że życie nie pozwala mi znaleźć czasu na cokolwiek.
      Miniaturka jest taka smutna i przeładowana emocjami, bo musiałam wyrzucić to, co siedzi we mnie samej.
      Cieszę się, że cały czas jednak czytasz.
      Zajrzę na pewno. Jak tylko znajdę wolną chwilę.

      Usuń
    2. Ja ZAWSZE będę czytać! ♥
      Sonrisa

      Usuń
  3. Miniaturka genialna. Jak wszystko co ty napiszesz:)
    Czekam na rozdział :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Bogowie! Wreszcie! Przez ostatni miesiąc codziennie patrzyłam na bloga i sprawdzałam z nadzieją czy jest nowy rozdział lub jakaś miniaturka aż w końcu ją ujrzałam. Bardzo się z tego cieszę, a czytając ten tekst ryczałam. Było w nim opisane tyle uczuć. Strasznie smutne opowiadanie, ale pokazuje że życie nie zawsze jest wesołe i kolorowe. Mam nadzieję że rozdział pojawi się wkrótce :D
    Rozdział przeczytałam dwa dni temu ale gdy chciałam dać "opublikuj komentarz" to stało mi sie coś z internetem i nie mogłam w ogóle otworzyć tej strony, ale już na szczęście wszystko okay. Życzę weny! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy widzi w nim coś innego. Ja po prostu wyrzucałam z siebie wszystkie emocje, które się we mnie nagromadziły. Może to właśnie dlatego jest tak smutna.
      Internet taki kochany c':
      Dziękuję

      Usuń
  5. Miniaturka rewelacyjna. Jest przepełniona cholernymi uczuciami, które każdy z nas doświadcza. Piękna, smutna miniaturka. Mimo wszystko, bardziej pasuje mi tutaj Tonks i Lupin. Piękna, siwowłosa, smutna Tonks.
    Pozdrawiam cieplutko i weny życzę,
    we-are-oneness.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam!
    Z tej strony Sonrisa. Ze względu na pewne niesprzyjające okoliczności muszę pisać z tego konta. W bądź każdym razie zapraszam na mojego nowego bloga!
    http://adrianna-ocalic-istnienia.blogspot.com
    Selene Neomajni

    OdpowiedzUsuń